Sarah Bernhardt nie była ideałem kobiety epoki, w której żyła. Miała sylwetkę chudą niczym gruźlicze widmo, twarz wąską, bladą, z zapadniętymi policzkami. Włosy rudowłose, bujne, puszyste i niesforne, zawijała w niedbały kok. Nie była więc piękna, za to przez sposób bycia umiała stwarzać wrażenie wielkiej piękności. Była wychwalana za niesamowity głos.

Nie istniało dla niej nic niemożliwego. W różnych okresach życia próbowała rzeźbić, malować, grać na fortepianie, pisać, strzelać z pistoletu, łowić ryb, polować na krokodyle. W ramach oswajania się ze śmiercią chodziła często do paryskiej kostnicy przyglądać się wyłowionym z Sekwany topielcom, a w końcu uprosiła matkę, żeby kupiła jej trumnę. Nie chciałam być pochowana w jakiejś brzydkiej skrzyni i tak zanudzałam mamę, aż dostałam piękną trumnę z różanego drewna wybitą białym atłasem – wspominała w „Pamiętnikach”. Korzystała z trumny latami – miała zwyczaj w niej sypiać lub leżeć, przygotowując się do roli.

„Zostanie w pamięci jako kobieta, która wywierała niepojęty wpływ na każdego, kto na nią patrzył lub jej słuchał, jest to tajemnica psychologiczna, której nie wyjaśnimy nigdy” w 1915 roku napisał jej menadżer.

Raz bywała niewinna i naiwna niczym pensjonarka, a za chwilę okrutna i złośliwa. Jednego dnia witała kogoś z otwartymi ramionami, a następnego zachowywała się tak, jakby go nigdy nie poznała. Grono wiernych i zażyłych przyjaciół nazywano „dworem Sary”

„Chwalić ją, że umie mówić wiersz, to mało. Ona jest sama Muzą Poezji! Inteligencja ani kunszt nie mają z tym nic wspólnego. Artystka słucha swojego tajemnego instynktu.” Poeta Theodore de Banville.

Sarah Bernhardt