Tytuł sam w sobie niezbyt wyszukany i na pierwszy rzut oka można by pomyśleć – jedna z tysiąca książek o Chanel. Tym razem  zwykły poradnik. Ale nic z tych rzeczy.

Karen Karbo przechodzi przez kolejne etapy życia projektantki i zastanawia się na głos jakie były motywy jej postępowania, skąd przychodziły jej do głowy pomysły, co leży u podstaw jej sukcesu.  Analizuje na wskroś jej charakter, jaką była osobą prywatnie, jak wyglądały jej relacje z mężczyznami, w jaki sposób pracowała. Oraz jak to wszytko razem wpłynęło na budowę wielkiej marki, która stała się dla wielu kobiet synonimem elegancji i klasy.

Nie zachwycałbym się tą pozycja aż tak bardzo, gdyby nie sposób w jaki została napisana. Karen opowiada nam o życiu Coco jako jedna z kobiet, która marzy o żakiecie z jej kolekcji, tylko dobrze wie ile i dlaczego tak drogo kosztuje oryginał! Niczym nasza przyjaciółka, albo co najmniej dobra koleżanka sprzedaje nam ploteczki i sekrety życia projektantki i paryskiego świata mody.  Jest zafascynowana fenomenem tej kobiety, ale raz z zachwytem, a raz krytycznym okiem patrzy na jej przeszłe poczynania. Nie żałuje pochwał kiedy mowa o jej wyczuciu chwili i strategiach biznesowych, nie szczędzi zażenowania gdy przychodzi do mowy o czasach wojny i jej kontaktach z nazistami. Używa lekkiego i zabawnego języka, jednocześnie przytaczając mnóstwo ciekawych faktów z jej życia czy osób jej współczesnych – artystów,  projektantów, ludzi wpływowych. Tłem jest zazwyczaj Paryż, w różnych momentach jego historii, również tej wojennej.

Ilustracja z książki

Wiedza przekazana w dowcipny, ale nie wymuszony sposób to często dużo trudniejsze zadanie niż zwykła historia i suche fakty.  Całość podzielona jest na rozdziały, których już tytuły zaciekawiają np  „O przetrwaniu namiętności”, „O życiu chwilą” czy „O traktowaniu dozgonnych rywali”. Poza tym dodatkowym atutem książki są ilustracje, które powodują, że lektura jest jeszcze przyjemniejsza.

Widać, że Chanel miała poczucie dobrego stylu we krwi i już jako młoda kobieta odkryła, w czym prezentuje się najlepiej. Co więcej w przeciwieństwie do niektórych z nas nigdy nie zwątpiła w swój dobry gust. Nie obudziła się pewnego ranka, znużona idealnie skrojonymi żakietami i sznurami pereł, myśląc sobie „Potrzebuję kapelusza w kształcie buta albo jaskrawego sari ze sztucznego jedwabiu, wykończonego złotymi monetkami”. Czas płynął, a Chanel przez dziesięciolecia nie zmieniała swoich upodobań na temat tego, co dobrze na niej leży i co uważała jednocześnie za wygodne i praktyczne.