„Okno na Paryż” Chevalier Karolina M.G.

„Okno na Paryż” wydawnictwa Self Publishing to zgodnie z notą wydawcy: „historia miłosna, rozgrywająca się we współczesnym Paryżu. Choć powieść osadzona jest w czasach współczesnych, przeszłość i teraźniejszość przenikają się nawzajem. Historia romansu w świecie sztuki przeplatana jest opowieściami z dalekiej wyspy na Pacyfiku; Nowej Kaledonii. Opowieści z Pacyfiku sięgają aż po czasy kolonialne.”

Faktycznie jest to historia, a tak na prawdę bym rzekła opowiadanie bo zamyka się w 90 stronach. Główna bohaterka zakochana w artyście mieszkającym w Paryżu, co jakiś czas pojawia się w mieście licząc na coś więcej niż przelotny romans. Tajemniczy, frapujący, nieco egzotyczny mężczyzna tylko wpada na chwilę do życia kobiety, robiąc jej nadzieję i zapewniając chwilowe uczucie szczęścia – a następnie szybko znika, pozostawiając uczucie pustki. Jak się domyślacie ten schemat się powtarza – jak to bywa kobiety są naiwne, tylko uświadamiają sobie to po fakcie…Smutne to – tak jak i ta lektura w zasadzie. Nostalgiczna, sentymentalna – dla nieszczęśliwie zakochanych w sam raz.

Złapałam tę pozycje – bo jak się domyślacie łapie wszystko co z Paryżem w tle. Ale powiem szczerze, że momentami trochę dziwna była dla mnie przygoda z tą lekturą. Autorka przyjęła dość specyficzną konwencję, przy każdym rozdziale pojawiają krótkie wstawki odnoszące się do historii, luźne myśli, cytaty. Nie zawsze byłam w stanie nadążyć za przesłaniem.

Za to co warte podkreślenia – znajdziemy trochę współczesnej ulicy paryskiej, nie wygładzonej, upiększonej – ale właśnie takiej jaka jest, ze wszystkimi jej mankamentami. Autorka na pewno zna miasto i coś z jego historii. No i jeden krótki opis trafił wyjątkowo w moje serce. Cyt:

„Zamiast wsiąść do zatłoczonego metra, ruszyłam wzdłuż rzeki. Znałam już tą drogę. (…) Te kręte uliczki, bulwary kryły gdzieś brasserie Lipp, dom Hemingwaya, atelier Picassa”